środa, 31 grudnia 2014

Liebster Blog Award 2014

Witajcie!

Po długiej nieobecności wreszcie zamieszczam kolejny post, którego tematem jest moja potrójna nominacja do "Liebster Blog Award", którą zawdzięczam tym oto blogom: beauty-haare, lovelyavenue oraz cudmiodikokosy. Za nominację serdecznie dziękuję i pozwolę sobie opublikować odpowiedzi na wszystkie 33 pytania w jednym poście.


Zasady:

„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.



Pytania od beauty-haare :


1. Kiedy i dlaczego wpadłaś na pomysł prowadzenie bloga?

Pierwszy raz o założeniu bloga pomyślałam po pojawieniu się Mojej Włosowej Historii na blogu Anwen. Byłam zaskoczona ilością pozytywnych komentarzy i w mojej głowie zrodziła się wtedy myśl, że mogłabym regularnie spisywać swoje przemyślenia na blogu. Minęły 3 miesiące zanim założyłam konto na Bloggerze i kolejne 3 zanim odważyłam się dodać pierwszy post na blogu.

2. Skąd czerpiesz inspiracje na posty?

 Początkowo obawiałam się, że któregoś dnia zabraknie mi pomysłów na posty, co prawa prowadzę bloga dopiero od października, jednak jak na razie mam w głowie całe mnóstwo pomysłów na blogowe wpisy, które zainspirowane są głównie moimi "włosowymi eksperymentami" oraz tworzonymi przeze mnie domowymi kosmetykami.

3. Ulubiona piosenka?

Ciężko mi konkretnie odpowiedzieć na to pytanie, mam niesprecyzowane gusta muzyczne począwszy od klasyki, poprzez ostrego rocka, do tandetnych popowych kawałków, które akurat wpadły mi w ucho :-p Ostatnio w ucho wpadł mi Lemon:

4. Co robisz aby poprawić sobie humor?

Śpiewam.

5. Jak spędzasz wolny czas?

Tworzę domowe kosmetyki, rozmyślam nad blogowymi postami, spędzam czas z bliskimi osobami, pisze pracę magisterską (chociaż tego raczej nie zaliczyłabym do chwil relaksu). 

6. Jakie jest Twoje największe marzenie?

Osobistego nie wyjawię, ale ujawnię to blogowe: bardzo chciałabym poszerzyć grono swoich czytelników oraz życzę sobie, by zawsze mieć zapał i czas do pisania nowych postów :-)

7. Ulubiona książka?

Ostatnio czytam tylko i wyłącznie literaturę związaną z kierunkiem moich studiów. Jako nastolatka byłam fanką "Harrego Pottera".

8. Jaką cechę lubisz w sobie najbardziej a jakiej nie znosisz?

Lubię w sobie otwartość na różne poglądy i punkty widzenia, nie podoba mi się w sobie to, że  kiedy się spieszę i zaczynam czegoś szukać potrafię w 30 sekund wywołać "efekt tornado" w swoim pokoju ;-)

9. Ulubione perfumy?

Lubię zapachy perfum z Avonu (np. Pur Blanca, czy Perceive Dew) i używam ich od lat. Ogólnie nie zwracam uwagi na markę perfum, nie muszą być drogie, liczy się dla mnie tylko i wyłącznie zapach :)

10. Jaki kraj chciałabyś odwiedzić?

Wiecie, że nigdy nie byłam za granicą? Gdzie ja się uchowałam, muszę to koniecznie zmienić! Moja odpowiedź brzmi: jakikolwiek :-p

11. Ulubiony kosmetyk do pielęgnacji włosów?

Odżywka Nivea Long Repair



Pytania od lovelyavenue:


1. Jak dużo kosmetyków posiadasz?

Szkoda, że nie ma podanego jakiegoś konkretnego zakresu liczbowego, bo nie mam pojęcia co dla innych oznacza "dużo" :-p  Moje sumienie podpowiada mi jednak, że mam ich całkiem sporo ;-) w swojej kolekcji posiadam kosmetyki do makijażu, pielęgnacji ciała i oczywiście włosów. Staram się jednak, by nie opanowały one mojej łazienki i nie wysypywały się z szaf, tak więc na mojej "łazienkowej wystawce" znajdziecie tylko te, które uważam za niezbędne.  Zdarza mi się kupować ulubione produkty na zapas, kiedy akurat są w promocji, wtedy jednak czekają spokojnie  kartonie na dnie szafy na swoje użycie :)

2. Czy lubisz zakupy?

Lubię tylko wtedy, kiedy są owocne, to znaczy kiedy uda upolować mi się jakąś "perełkę". Nie lubię bezcelowego włóczenia się po galeriach, tłumów i zakupów w pośpiechu.

3. 3 kosmetyki, bez których nie potrafisz się obejść?

Korektor, kredka do oczu, róż.

4. Najbardziej udana podróż?

Bardzo często podróżuje autobusami i pociągami, w związku z tym często znajduję się w różnych dziwnych sytuacjach, więc jeśli uda mi się dotrzeć na miejsce o planowej godzinie i bez żadnych przygód to już uznaję tę podróż za bardzo udaną :-)

5. Morze czy góry i dlaczego?

Morze. Po prostu uwielbiam cały ten nadmorski klimat.

6. Jakie zwierzę masz/chciałabyś mieć?

Mam psa. Kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie w przyszłości domu bez nich, dlatego chcę mieć jakiekolwiek.

7. Ulubiony serial?

 "Gra o tron"

8. Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa?

W moim dzieciństwie przeżyłam dużo szczęśliwych chwil, ale pierwsze na myśl przyszły mi podwórkowe zabawy z dziećmi z sąsiedztwa np. w podchody.

9. Jak/gdzie widzisz siebie za 5 lat(słynne pytanie z rekrutacji ;)?

Widzę siebie, jako osobę pracującą w swoim zawodzie, z cudownym mężem u boku i  w małym przytulnym domku z ogrodem, w którym mogłabym zasiać różne zioła.

10. Największe marzenie związane z blogowaniem?

Odpowiem z humorem: nie pogniewałabym się, gdyby jakiś producent przysłałby mi, w ramach uznania dla pracy wkładanej przeze mnie w prowadzenie bloga, dożywotni zapas mojej ulubionej odżywki Nivea Long Repair :-p

11. Bloger/blogerka będąca największą inspiracja dla ciebie to?



Pytania od cudmiodikokosy:


1. Dlaczego zaczęłaś pisać?
2. Skąd czerpiesz inspiracje?

Podobne pytania zdała mi beauty-haare dlatego nie będę już się powtarzać i odpowiedzi na nie znajdziecie na początku posta :)

3. Co lub kogo zabrałabyś na bezludną wyspę?

Wystarczyłaby mi jedna ukochana osoba i niczego więcej nie byłoby mi trzeba :-)

4. Psy czy koty?

Psy i koty :-)

5. Jaki jest twoim zdaniem najlepszy film (lub książka)?

"Władca pierścieni", zawsze zerknę na niego, jeśli leci w TV.

6. Twoje ulubione miejsce do przesiadywania na co dzień to?

Mój pokój, a dokładniej zimą jest to parapet (tak sobie siedzę i grzeję nóżki na kaloryferze :-p)

7. Czy myślisz, że kiedyś przestaniesz pisać?

Ciężko powiedzieć, nie wiem, jak potoczy się moje życie, zwłaszcza, że zbliżam się do momentu licznych życiowych wyborów, mam jednak nadzieję, że będę w stanie naskrobać chociaż jednego posta na tydzień,  jak będzie to czas pokaże :-)

8. Najlepszy kosmetyk jaki kiedykolwiek miałaś.

Odżywka Nivea Long Repair

9. Najgorszy kosmetyk jaki kiedykolwiek miałaś.

Jakiś podkład z Rimmela, którego użyłam tylko raz i rzuciłam w kąt.

10. Jakie umiejętności chciałabyś w sobie rozwinąć?

Chciałabym tworzyć coraz lepsze posty, poprawić swoje umiejętności pisarskie oraz ulepszyć szatę graficzną bloga.

11. Czy jest ktoś na kim się wzorujesz, kim się inspirujesz?

Jako osoba nie, choć staram się czerpać od innych osób to, co dobre.


Pytania ode mnie:


1. Najlepiej wypoczywasz w samotności/w gronie innych osób?

2. Szklanka jest do połowy pełna, czy od połowy pusta?

3. Dowiadujesz się, że za miesiąc ma nastąpić koniec świata, co robisz?

4. Jak myślisz, co oznacza słowo "oleat"? (puść wodzę fantazji, a nie szukaj w Google ;-)

5. Wypisz swoje trzy wady i zamień je na zalety (np. jestem leniwa - umiem dobrze wypoczywać; jestem spóźnialska - potrafię się wyluzować i nie poddawać presji czasu)

6. Wyobraź sobie, że masz na swoim ciele guzik, którego wciśnięcie przez kogoś powoduje, że dostajesz ataku szaleńczej furii. Twój guzik nosiłby nazwę...

7. Często uciekasz do świata fantazji, czy twardo stąpasz po ziemi?

8. Kiedy się uczysz, czytasz, piszesz bloga lub robisz inną rzecz wymagającą skupienia, koniecznie musisz mieć zapewnioną ciszę i porządek w swoim otoczeniu, czy nie przeszkadzają Ci hałasy wokół Ciebie i potrafisz się skupić nawet w zatłoczonym autobusie?

9. Czy jest możliwe, że Twoje włosy są odzwierciedleniem Twojego charakteru? Dlaczego?

10. Najbardziej, w swoim wyglądzie, podobają/podoba Ci się...

11. Komplement, jaki usłyszałaś i który spowodował, że z Twojej twarzy nie zniknął uśmiech przez resztę dnia, to...


Blogi, które nominuję to:











poniedziałek, 22 grudnia 2014

Niedziela dla włosów IX - Mleczko pszczele



   Przedświąteczne przygotowania pochłonęły mnie całkowicie, jednak udało mi się wygospodarować też trochę czasu dla włosów :-) W ostatnim czasie nasilił się mój problem z przetłuszczającym się skalpem i jestem zmuszona myć włosy codziennie. Pomyślałam, że być może jest to spowodowane potrzebą silnego oczyszczenia włosów i skalpu szamponem z mocnym detergentem, w tym celu sięgnęłam po mój ulubiony szampon z SLS - Barwę brzozową.

Plan pielęgnacji:


1. Dokładnie umyłam włosy szamponem "Barwa".
2. Nałożyłam na skalp i długość maskę "Biovax Naturalne Oleje" i dodatkowo wzmocniłam jej działanie dodając do niej olej migdałowy.
3. Tradycyjnie (raz na tydzień) starałam się otworzyć łuski włosa przy pomocy ciepła (suszarka+czepek+chustka) i chodziłam z turbanem na głowie ok. 1,5 godz.
4. Zmyłam maskę szamponem Love2mix.




5. Na kilka minut nałożyłam na długość odżywkę "Planeta Organica" podkręconą skrobią i mleczkiem pszczelim (8 kropli).
6. Domknęłam łuski włosa płukanką z octu ( stosuję ją raz na tydzień po mocnym odżywianiu).




Efekty:





O-1 ; N-2 ; R-2 ; D-2 ; S-1 ; W-2
SUMA = 10/12

Podsumowanie: 


   Oczyszczanie silnym detergentem nigdy nie sprawiało, że moje włosy wizualnie prezentowały się dobrze, jednak tym razem efekt pozytywnie mnie zaskoczył. Podejrzewam, iż jest to właśnie zasługa mleczka pszczelego, które zakupiłam w sklepie z naturalnymi surowcami i półproduktami naturalne-piekno.pl. W wakacje wielokrotnie podkręcałam nim odżywki, które nie sprawdzały się na moich włosach i zawsze byłam zadowolona z efektu. Myślę, że warto wprowadzić "mleczko" na stałe do pielęgnacji, plusem dla mnie jest to, iż jest to taki półprodukt "2w1" - zalicza się ono zarówno do protein jak i humektantów.

Stosowałyście już mleczko pszczele? Jesteście zadowolone z jego działania? 

niedziela, 21 grudnia 2014

Planeta Organica, Balsam do włosów farbwanych z olejem arganowym "Blask Koloru"





Witajcie!

Do zakupu balsamu Planeta Organica z serii Afryka skłoniły mnie poszukiwania "idealnej odżywki na co dzień". Co rozumiem przez to pojęcie? Od "codziennej odżywki" nie oczekuję efektu mocnego odżywienia jak po masce, ma ona przede wszystkim za zadanie nawilżyć włosy, sprawić, że będą ładnie prezentować się wizualnie oraz ułatwić ich rozczesywanie. Ważne jest dla mnie również, by posiadała naturalny skład bez silikonów (przestałam się ich bać, stały się one uzupełnieniem mojej pielęgnacji, zwłaszcza zimą i upalnym latem, jednak na co dzień niezawsze potrzebuję ich wsparcia, szczególnie wtedy, kiedy nie narażam włosów na uszkodzenia mechaniczne, chodzę w związanych włosach i pogoda jest dla nich łaskawa). Bardzo mile widziane przeze mnie również byłoby to, żeby włosy prezentowały się dobrze wizualnie po odżywce nałożonej po uprzednim umyciu włosów łagodnym szamponem na długości (co jest dla mnie niezwykle trudne do osiągnięcia bez metody OMO).

Opis producenta:

Balsam do włosów farbowanych zawiera 12% organicznego oleju arganowego dzięki czemu doskonale nawilża skórę głowy, wzmacnia i regeneruje zniszczone włosy, przywraca im naturalną siłę i blask.

Skład:

Skład: Aqua with infusion of Organic Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Olea Europaea (Olive) Leaf Extract, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Tocopheryl Acetate, Parfum, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid.

Opakowanie: 

Ładne, ale niezbyt funkcjonalne. Zaciekawiło mnie, gdyż pierwszy raz spotkałam się z prostokątną i "kanciatą" butelka, która szczerze mówiąc, wizualnie mi się podoba i fajnie wygląda na łazienkowej półce. Problem pojawia się podczas użytkowania, opakowanie jest wykonane z twardego plastiku, ciężko wydobyć z niego odżywkę, najlepiej postawić ją na półce do góry nogami (plusik za to, że nakrętka to umożliwia), martwi mnie jednak to, jak wydobędę z niej resztkę odżywki. Niestety nie potrafię zdjąć całkowicie nakrętki, przez co niemożliwe będzie dokładne wypłukanie wodą z opakowania resztek produktu. 



 

Zapach: 

Chemiczno-orientalny. Nie podoba mi się, ale też nie drażni.

Konsystencja i wydajność:  

Odżywka rzadka i mało wydajna. Podczas aplikacji miałam wrażenie, że produkt wchłania się w włosy, nakładałam niebotyczną ilość, a i tak nie było go czuć na włosach. W końcu postanowiłam aplikować go  w zwykłej ilości i nie widzę różnicy po tym, czy nałożę jej tonę, czy tylko trochę.

Cena:

Przystępna, choć szału nie robi, zwłaszcza przy niskiej wydajności. W sklepach internetowych balsam w regularnej cenie kosztuje 16-17 zł za 250 ml i cena ta moim zdaniem jest stanowczo zbyt wysoka, choć często jest w promocji i można go nabyć za ok. 13 zł, natomiast w sklepach zielarskich kosztuje ok. 14 zł.

Skład: 

Bardzo dobry. Wysoko w składzie znajdziemy organiczny olej arganowy, olej z pestek moreli i ekstrakt z liści drzewa oliwnego. 

Działanie: 

Balsam sprawdził się u mnie w metodzie OMO  jako drugie "O". Włosy były miękkie, nawilżone i jednocześnie nieobciążone. Tym sposobem świetnie zastąpił odżywkę Garniera Awokado i Kriate, która sprawdzała się na początku włosomaniactwa, później jednak włosy nie reagowały na nią dobrze nawet w formie drugiego "O". Solo balsam się u mnie nie sprawdził, po oczyszczeniu całej długości włosów szamponem i nałożeniu na nie balsamu, włosy były słabo nawilżone, źle się rozczesywały i wizualnie prezentowały się nieładnie. Myślę, że na suchych i zniszczonych włosach balsam się nie sprawdzi, jednak zdrowym, niewymagającym włosom z obniżoną porowatością powinien podołać.

Podsumowanie: 

 

Czy kupię tą odżywkę ponownie? Tak, jeśli nie znajdę nic lepszego ;) Zamierzam ją stosować do metody OMO lub tuningować półproduktami. Rozczarowało mnie to, że balsam kompletnie nie sprawdza się u mnie w metodzie MO dlatego zamierzam kontynuować poszukiwania "idealnej odżywki na co dzień" :-)

niedziela, 14 grudnia 2014

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW (VIII) - Drugie podejście do mocnego odżywiania przed myciem || Podsumowanie niedziel

   Zachęcona efektem zeszłotygodniowego mocnego odżywiania włosów przed myciem, postanowiłam ponownie spróbować odżywić włosy w ten sposób, tym razem jednak przy pomocy gotowej maski "Biovax Naturalne Oleje". Przypomnę, że metoda nakładania "cięższych" masek przed myciem, ma na celu mocne odżywienie cienkich włosów ( mających skłonnością do obciążenia i powstawania na nich "smętnych strąków"), jednocześnie nie pozwalając na utratę objętości (stylizując cienkie włosy dążymy do tego, by było ich wizualnie więcej).
   Tego dnia moje włosy były zabezpieczone silikonami w postaci odżywki i silikonowego serum na końcówkach, a skalp zabrudzony resztkami suchego szamponu, więc obawiałam się, że maska nie przeniknie o wnętrza włosów, czy tak było w rzeczywistości przekonacie się czytając dalszą część tekstu :)


Plan pielęgnacji:

1. Zamoczyłam włosy, osuszyłam je delikatnie ręcznikiem, następnie nałożyłam na nie maskę Biovaxu.
2. Starałam się otworzyć łuski włosa przy pomocy ciepła (czepek+suszarka i owinięcie czepka chustką).
3. Po godzinie umyłam skalp i włosy na długości Miodowym mydłem.
4. Nałożyłam na kilka minut odżywkę Africa z olejem arganowym.
5. Tradycyjnie zakwasiłam włosy płukanką z octu (jedna łyżeczka na szklankę chłodnej wody) i po wysuszeniu nałożyłam na końcówki odrobinę oleju ze słodkich migdałów i jedwabiu Marion.

Efekty:








0-1,5 ; N-2 ; R-1 ; D-2; S-1,5 ; W-2
SUMA=10,5/12

Podsumowanie

   Kocham Miodowe Mydełko! Mój skalp jest po nim cudownie odświeżony, co jest miłą odmianą po Love2mixie (choć jest łagodny dla włosów na długości, to obciąża mój skalp ), a włosy są przyjemne odbite u nasady. Choć podczas mycia "włosy skrzypią" to mam wrażenie, że jest ono niewiarygodnie łagodne i jednocześnie dobrze oczyszcza włosy. Może by tak stosować je częściej?


   W cyklu NDW uczestniczę regularnie od 2 miesięcy, nazbierało się już trochę zdjęć, więc postanowiłam zrobić takie fotograficzne podsumowanie. Numery zdjęć odpowiadają poszczególnym numerom niedziel. Niektóre zdjęcia mają taki sam numer, ponieważ czasami robię sobie "włosowe weekendy" podczas których intensywniej dbam o włosy i wtedy pstrykam więcej fotek. Zdjęcia z NDW4 nie zamieściłam, ponieważ było mocno przekłamane fleszem.



Wszystkie ponumerowane NDW znajdziecie pod tym linkiem: http://wlosowapsychologia.blogspot.com/search/label/Niedziela%20dla%20w%C5%82os%C3%B3w

Na którym zdjęciu efekt wizualny podoba Wam się najbardziej? :-)

Balsam Mrs Potters aloes i jedwab - idealna odżywka do metody OMO!



Hej :-)

Postanowiłam wreszcie zabrać się za recenzje włosowych produktów. Powoli zaczynam dostrzegać, co moim włosom służy i zaczyniam zacieśniać krąg stosowanych przeze mnie "włosowych mazideł" ograniczając się do tych sprawdzonych. 
   Balsam Mrs Potters obudowa i nawilżanie kupiłam tylko i wyłącznie z myślą o metodzie OMO (odżywka+mycie+odżywka). Taki sposób mycia jest idealny dla osób, które borykają się z nadmiernym przetłuszczaniem skóry głowy oraz jednocześnie ich włosy na długości mają skłonność do przesuszania. Dzięki OMO zabezpieczamy włosy na długości przed wysuszającym działaniem szamponu, poprzez nałożenie na długość odżywki o prostym składzie, następnie myjemy skalp dowolnym szamponem, a piana spływająca z włosów delikatnie je oczyszcza. Na koniec nakładamy na włosy bardziej "bogatą" odżywkę, która może np. zawierać silikony. Należy pamiętać, że nie każda odżywka nada się do metody OMO, jednak Balsam Mrs. Potters sprawdza się rewelacyjnie w roli pierwszego "O".

Opis producenta: 

 

Balsam zawiera nawilżający ekstrakt z aloesu, wygładzające proteiny jedwabiu oraz regenerujący ekstrakt z białej herbaty. Efekt: włosy są zregenerowane, lśniące i łatwiej się rozczesują. 
Sposób użycia: nanieść balsam na wilgotne włosy i spłukać.

Skład: aqua, cetearyl alcohol, cetrimonium chloride, behentrimonium chloride, ispropyl myristate, dimethicone copolyol, aloe barbadenis, hydrolyzed silk, parfum, isopropyl alcohol, magnesium nitrate, magnesium chloride, methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, citric acid, limonene, linalool, citronellol, buthylphenyl methylpropional, geraniol.

Zalety:

  • Prosty skład z naturalnymi ekstraktami. Odżywka zawiera tytułowy ekstrakt z aloesu i proteiny jedwabiu oraz silikon rozpuszczalny w wodzie (nie musimy obawiać się, że nadbuduje się nam na włosach).
  • Konsystencja idealna do OMO. Balsam jest dość rzadki, konsystencją przypomina szampon, ale dzięki temu świetnie nadaje się do mycia włosów i radzi sobie z tym zadaniem lepiej niż inne odżywki.
  • No właśnie, bardzo dobrze nadaje się do mycia włosów, delikatnie oczyści je z zabrudzeń oraz łoju, niestety mój skalp za nim nie przepada, ale myślę, że sprawdzi się w metodzie mycia włosów samą odżywką na suchych włosach z przesuszonym skalpem.
  • Cena. Jest zdecydowanie największą zaletą tej odżywki. Za ok. 7 zł. dostajemy aż 500 ml produktu, czasami możemy "upolować" go w promocji w jeszcze niższej cenie.
  • Dostępność.
  • Babcine opakowanie i zapach (w końcu to balsam Pani Potter ;))

Wady:

Jeśli chodzi o metodę OMO, to jest to odżywka idealna. Niestety nie używałam jej w innej formie, dlatego trudno mi stwierdzić, jak sprawdzi się w roli klasycznej odżywki. Stanowi ona również świetną bazę do domowych maseczek wzbogaconych  półproduktami. 

Czy kupię go ponownie? Zdecydowanie tak! Jeśli akurat nie znajdziecie go na sklepowej półce możecie spokojnie go zastąpić balsamem z tej samej serii do "włosów farbowanych z ginkgo biloba i keratyną", również jest świetny do OMO ;-)

niedziela, 7 grudnia 2014

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW (VII) - Tuningowanie masek Biovax i podcięcie końcówek

Witajcie!

   Pogoda za oknami sprawia, że moje włosy stały się bardzo marudne. Jako fanka cieplutkich golfów, sweterków i wełnianych szalików nie potrafię sobie wyobrazić bez nich zimy, na co moje włosy reagują wzmożonym plątaniem i elektryzowaniem. W ostatnim czasie moja codzienna pielęgnacja opiera się głównie na nawilżaniu i zabezpieczaniu włosów silikonami zawartymi w odżywce, czy mgiełce. Chociaż nigdy nie byłam fanką tego typu produktów, to muszę stwierdzić, że zimą są one  niezawodne - ułatwiają rozczesywanie oraz zabezpieczają włosy przed uszkodzeniami, które powoduje kontakt z odzieżą. Czy tego typu pielęgnacja będzie służyć moim włosom na dłuższą metę? Wkrótce się przekonam :)
   W ten weekend postanowiłam wreszcie porządnie oczyścić włosy z nadmiaru silikonów i innych nadbudowujących się na nich substancji oraz dostarczyć im dużej dawki składników odżywczych. Przez suche i ciepłe powietrze w ogrzewanych pomieszczeniach oraz nagłe zmiany temperatur moje włosy, a zwłaszcza końcówki, stały się przesuszone. W piątek, kiedy przyszło co do czego, zorientowałam się, że nie posiadam w swoich zapasach ciężkich i bogatych w oleje masek, które idealnie sprawdziłyby się w zimowy czas, dlatego postanowiłam "podkręcić" Biovax Latte.



Plan piątkowej pielęgnacji:

 

1. Oczyściłam włosy szamponem z silnym detergentem (Green Pharmacy z rumiankiem).
2. Sporządziłam mieszankę z Biovaxu Latte, odżywki Alterry, skrobi oraz oleju awokado (proporcji nie pamiętam, produkty dodawałam "na oko").
3. Maseczkę trzymałam pod foliowym czepkiem przez ok. godzinę.
4. Spłukałam maskę i na koniec domknęłam łuski włosa zimnym strumieniem wody.


Efekty:

 

 

   Spodziewałam się, że po mocnym oczyszczaniu efektu "Wow" na włosach nie będzie. Były dziwne w dotyku, plątały się i na drugi dzień musiałam spryskać je mgiełką Gliss Kur, żeby wyglądały "jako tako".


O - 1 ; N - 1 ; R- 0,5 ; D-2 ; S-1; W-0,5
SUMA = 6/12

   Podsumowując, włosy prezentowały się przeciętnie, były dobrze oczyszczone i odżywione, jednak efekt końcowy mnie nie zadowolił.

   To jednak nie koniec weekendowej pielęgnacji ;-) W sobotę udałam się do fryzjera podciąć końcówki o 1,5 cm (ostatni raz u fryzjera byłam we wrześniu). Włosy były obcinane jak zwykle nożyczkami (od niedawna proszę właśnie o takie cięcie i zastrzegam, że nie chcę degażu) w literę "U" z tyłu, oraz wystopniowane z przodu. Moje końcówki są obecnie w nienagannym stanie ;-) 



   W niedzielę postanowiłam wypróbować sposób odżywiania włosów przed myciem, o którym przeczytałam w książce w Anwen i który, jej zdaniem, powinien sprawdzić się na moim typie włosów.

Niedzielna pielęgnacja:

 

1. Włosy zwilżyłam wodą i nałożyłam na nie maskę. Tym razem jej podstawę stanowiła 1 łyżka Biovaxu do włosów osłabionych, połowa łyżki oleju lnianego i druga połowa migdałowego, kilka kropli ekstraktu z jabłka, kilka kropli soku z cytryny, 1 łyżeczka miodu, 7 kropli hydrolizowanej keratyny, 1 czubata łyżeczka skrobii.



2. Na głowę założyłam foliowy czepek, podgrzewałam go przez kilka minut suszarką, następnie całość owinęłam chustą.
3. Po ok. 40 minut umyłam włosy Miodowym Mydłem Babci Agafii.
4. Na kilka minut nałożyłam odżywkę Planeta Ogranica Africa z olejem arganowym.
5. Zakwasiłam włosy płukanką z octu.

Efekty:





0-1 ; N-2 ; R-2 ; D-2 ; S-1 ; W - 2
SUMA = 10/12

   Jestem bardzo zadowolona z efektów metody odżywiania włosów przed myciem i zamierzam dokładniej ją przetestować :-) Zastanawiam się, czy lepiej "ciężką" maskę nakładać na mokre włosy, czy delikatnie zwilżone mgiełką, jak sądzicie? Przyznam się, że dość dziwnie się czułam aplikując maskę na prawie suche włosy i z pewnością zużyłam więcej produktu.

Próbowałyście stosować obciążające maski przed myciem? Jak ta metoda się u Was sprawdziła?

sobota, 6 grudnia 2014

Czy jesteś posiadaczką włosów cienkich i gęstych? || Moje włosy w powiększeniu




Zdjęcia przedstawiają moje włosy w powiększeniu, robiłam co mogłam, ale niestety nie udało mi się uzyskać większego zbliżenia :-(

Hej :-)

   Powstało już wiele blogów na temat pielęgnacji włosów cienkich (które sama z zapałem śledzę) i są one moim zdaniem "strzałem w dziesiątkę", gdyż wychodzę z założenia, że dziewczyna z problematycznymi cienkimi włosami prędzej będzie szukać porad w internecie, niż posiadaczka grubych i gęstych włosów. Przeczytałam gdzieś w sieci, że dany blog zostanie zaklasyfikowany, jako blog o włosach cienkich, gdy objętość kucyka danej bologerki nie przekracza bodajże 7 cm (poprawcie mnie jeśli się mylę). Tak więc, nie mogę dołączyć do tej społeczności, niemniej jednak moje włosy były, są i będą włosami bardzo cienkimi :) Jak to się jednak dzieję, że tytułuję się "cienkowłosą", ale mój kucyk ma przeciętną objętość? Odpowiedzi szukajcie w poniższym poście :-)

Cienkie włosy a włosy rzadkie 

 

   Jak ustalić, czy nasze włosy są cienkie, grube, rzadkie, czy gęste? Po pierwsze najpierw musimy dokonać rozróżnienia pomiędzy grubością pojedynczego włosa, a ich zagęszczeniem, czyli ilością włosów, które znajdują się na naszej głowie. Tak więc osoba mająca np. 9cm objętości w kucyku może mieć zarówno bardzo dużo cienkich włosów na głowie, jaki i przeciętną ilość włosów grubych.
   Włos cienki jest bardzo delikatny (przywodzi na myśl włos dziecka) i ciężko go dostrzec na ubraniu, czy kartce papieru. Czasami uda mi się znaleźć na swojej głowie włos przeciętnej grubości, wtedy wyraźnie dostrzegam różnicę pomiędzy nim a resztą włosów i ubolewam nad tym, że reszta nie posiada takiej grubości.
   Od osób ze swojego otoczenia często słyszałam, że mam cienkie włosy i już :) Moja mama zastanawiała się, czy w ogóle warto je zapuszczać, nikt specjalnie nie zwracał uwagi na ich gęstość, tylko patrzył na nie przez pryzmat cienkości. Tymczasem wraz z włosomaniactwem zaczęłam dostrzegać, iż nie jest tak źle, jak mi się wydaje, bo włosów na głowie miałam całkiem sporo. Ogromnym sukcesem było dla mnie zagęszczenie włosów w okolicach zakoli i wyhodowanie niewielkiej ilości Baby Hair.



 

Jak rozpoznać włosy cienkie i gęste?    

   Po latach obserwacji moich włosów doszłam do wniosku, iż włosy cienkie i gęste możemy rozpoznać po tym, że:
  • trudno dostrzec skórę głowy pomiędzy włoskami
  • włosy przy skalpie schną o wiele dłużej, niż włosy na długości
  • wydaje się być ich mało, jednak kiedy dzielimy włosy na pasma np. podczas kręcenia na wałki czy lokówkę, dziwimy się, że pasm jest tak dużo
  • są przyklapnięte przy skórze głowy właśnie za sprawą swojej delikatności i miękkości
  • wypada ich bardzo mało
  • objętość kucyka ( conajmniej 7 cm) nie jest adekwatna do grubości włosów, które są ewidentnie bardzo cienkie i delikatne 


Pielęgnacja

 

   Pielęgnacja, do której powinny zastosować się posiadaczki sporej ilości cienkich włosów, właściwie nie różni się niczym od pielęgnacji włosów cienkich i rzadkich (pomijając wszelkie sposoby zagęszczenia włosów). Powinnyście skupić się przede wszystkim na odpowiednim odżywianiu i zabezpieczaniu delikatnych włosów na długości, jednocześnie starając się ich nie obciążyć. Kluczowa w pielęgnacji tego rodzaju włosów jest ich stylizacja, która ma na celu przede wszystkim dodanie włosom objętości i uniesienie ich u nasady. Dodatkowo Waszym sprzymierzeńcem w walce objętość może być skręt włosów oraz powolne przetłuszczanie. Zdecydowanie posiadaczki włosów falowanych i kręconych mają ułatwione zadanie, niestety na mojej głowie występuje kumulacja "anty-objętościowych" czynników, czyli proste włosy i przetłuszczający skalp, co tłumaczy mój wieczny przyklap ;-) 


Zalety i wady posiadania włosów cienkich i gęstych 

 

   Posiadanie gęstych włosów jest marzeniem każdej cienkowłosej dziewczyny, dlatego jeśli naszych włosów jest dużo, to osiągnęłyśmy już nie lada sukces, wszak lepsze to, niż posiadanie włosów cienkich i rzadkich. Niestety jest coś, czego ominąć się nie da - genetyka.  Cienki włos zawsze już cienkim pozostanie, a ilość mieszków włosowych jest ograniczona, tak więc maksymalna gęstość, jaką możemy raczej osiągnąć nie przekroczy magicznych 10cm objętości w kucyku. Trzeba się z tym pogodzić i tyle :) 
   Sądzę, iż dotarłam do granicy swojego maksymalnego zagęszczenia i nie wierzę, by udało mi się zwiększyć objętość włosów. Moje włosy, pomimo że cienkie, zawsze były dość gęste, nawet wtedy, kiedy przez pewien okres w moim życiu fatalnie się odżywiałam i teoretycznie powinnam zgubić połowę z nich, to włosy jakoś się trzymały, więc wnioskuję, iż wiele zawdzięczam genom. Większe szkody dla objętości wyrządziła na nich nieumiejętna pielęgnacja i prostownica (nabawiałam się wtedy zakoli).


   Na koniec cała prawda o objętości moich włosów - warkocz :-) Niestety włosy mam z przodu wystopniowane, dlatego po krótkim czasie wszystko z fryzury "wyłazi" :-/


niedziela, 30 listopada 2014

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW (VI) - Szara glinka i Bad Hair Day



Hej :-)

   Pewnie znudziło Wam się oglądanie lśniącej tafli, dlatego dziś dla odmiany Bad Hair Day, czyli nieodłączna część włosowego świata ;-) Takie dni dopadają mnie kilka razy w miesiącu, zwłaszcza kiedy testuję nowe produkty. Na początku włosomaniactwa dni, podczas których moje włosy się buntowały zdarzały mi się bez przerwy, nawet kiedy kondycja włosów znacznie się poprawiła. Nie potrafiłam odgadnąć czego aktualnie potrzebują i do tej pory płatają mi psikusy, dlatego radzę początkującym włosomaniaczkom, nie poddawajcie się! Uważnie obserwujcie, nawet prowadźcie włosowe zapiski przez jakiś czas, a z czasem Wy i Wasze włosy zaczniecie współpracować ;) Nie zniechęcajcie się też idealnymi zdjęciami włosowych blogerek, gdyż nie powinny one stanowić źródła kompleksów, lecz motywację. Wiadomo również, że na zdjęciach uwieczniony jest tylko "moment", wątpię by którakolwiek z blogerek fotografowała włosy bez ich uprzedniego rozczesania, co już znacznie wpływa na ich wygląd na fotkach, jednak przez resztę dnia włosy plączą się, kołtunią, ocierają o ubrania,zbierają kurz i zanieczyszczenia, są targane wiatrem, przetłuszczają się, strączkują itd. Myślę, że w większości właśnie takimi "sponiewieranymi codziennością" widzą je na co dzień nasi znajomi, rodzina i my same :-) 
   Po tym bardzo długim wstępie przejdę wreszcie do opisu mojej NDW. Tym razem w roli głównej wystąpiła szara glinka, którą zakupiłam w sklepie naturalne-piekno.pl

Plan pielęgnacji


1. Na godzinę nałożyłam na włosy na całej długości mój ulubiony olej lniany
2. Umyłam włosy szamponem Love2mix z papryczką chilli i osuszyłam je ręcznikiem
3. Na ok. 10 minut nałożyłam maseczkę z szarej glinki ( glinka+ woda) na skalp i długość

4. Spłukałam i na kilka minut nałożyłam odżywkę Timotei na włosy na długości

Ocena włosów wykonana przy pomocy stworzonej przeze mnie skali:


O-1,5 ; N-1 ; R-0 ; D-0,5 ; S-2 ; W-0,5
Suma = 5,5/12 

Podsumowanie NDW

 (Zdjęcie z flashem i w świetle dziennym)





   
   Dzisiejszej NDW raczej nie zaliczę do udanych ;) Od dłuższego czasu planowałam wypróbować glinkę na włosach, gdyż świetnie sprawdza się na mojej twarzy w formie maseczki. Bałam się jednak, że glinka przesuszy mi włosy dlatego zdecydowałam się na użycie bardzo łagodnego szamponu oraz emolientowej odżywki, która przeważnie nieco obciąża moje włosy, stąd "efekt push up" został zmniejszony. Niepotrzebnie nałożyłam również glinkę na całą długość włosów, myślę że podczas spłukiwania maseczki glinka tak czy inaczej osadziłaby się na całej długości włosów, ale proszek może nie byłby tak bardzo wyczuwalny. Włosy strasznie się plątały, ciężko było sunąć szczotką po nich, dlatego cały czas nosiłam je zaplecione w warkoczu, który swoją drogą prezentował się całkiem nieźle i wydawał mi się bardziej ciężki :p Zamierzam dać glince jeszcze jedną szansę ze względu na jej działanie na skalp. Włosy były odbite od nasady, jednak nie zauważyłam niestety efektu zmniejszonego przetłuszczania. Właściwie to miałam ochotę zmyć glinkę od razu po wysuszeniu włosów, jednak powstrzymałam się po to, by przekonać się, czy ograniczy ona przetłuszczanie. Poczułam ulgę, kiedy na drugi dzień wreszcie umyłam włosy :-)

Od włosomaniactwa do kosmetyków domowej roboty

   W tym poście chciałabym opisać to, jak "włosomaniactwo" wpłynęło na zmiany w innych dziedzinach mojego życia. Otóż "włosomania" miała wpływ nie tylko na moją zmianę w sposobie dbania o włosy, ale również pociągnęła za sobą lawinę zmian w pielęgnacji całego ciała oraz spowodowała przeformułowanie mojego dotychczasowego myślenia w kwestii dbania o wygląd. Chcę podkreślić, że są to tylko i wyłącznie MOJE PRZEMYŚLENIA i nie stanowią żadnych zaleceń.


   Przez długi czas sądziłam, że posiadanie długich, lśniących i zdrowych włosów w moim przypadku jest niemożliwe. Pamiętam moment, kiedy spotkałam dziewczynę o długich do talii, lśniących włosach ze zdrowymi końcówkami. Pomyślałam sobie wtedy, że niemożliwym jest posiadać tak długie włosy i nie móc doszukać się na nich ani jednej rozdwojonej końcówki. Stwierdziłam, że ta dziewczyna musi używać jakichś niewiarygodnie drogich i trudno dostępnych  kosmetyków, na które mnie nie stać. Myliłam się, oj bardzo się myliłam myśląc, że tylko to, co drogie uleczy moje włosy. 
   
   Dzięki włosomanii zrozumiałam, jak ważny jest powrót do korzeni, czyli do stosowania prostych i naturalnych składników, które w większości są dostępne w naszej kuchni, czy w ogródku. Nauczyłam się czytać składy i doznałam niemałego szoku odkrywając, iż np. serum z olejem arganowym nie zawiera praktycznie wcale tego składnika, gdyż znajduje się na końcu składu. Od tej pory nie kupię żadnego produktu bez przyjrzenia się jego etykiecie ze składem. Umiejętność odczytywania tego, co w rzeczywistości znajduje się w danym produkcie, pozwala mi na bardziej świadomy zakup nie tylko produktów kosmetycznych, ale również żywności, czy chemii wszelkiego rodzaju. Podczas dokonywania zakupów zwracam szczególną uwagę, aby produkt zawierał jak najmniej zbędnej chemii, konserwantów, chemicznych barwników itp.

   Któregoś dnia znajoma podarowała mi nasiona truskawki, kupione w sklepie naturalne-piekno.pl, mające właściwości peelingujące i sprawdziły się one cudownie w tej roli. Nagle olśniło mnie, pomyślałam że niepotrzebnie zaopatruje się w drogeryjne maseczki, skoro mogę korzystać z tak prostych i wydajnych półproduktów. Odkryłam glinki, którymi zastąpiłam całkowicie maski z saszetek, hydrolaty, olejowanie twarzy itp. oraz zaczęłam produkować w domowym zaciszu balsamy, kremy, pomadki. Efekty? Jak dla mnie są spektakularne. Dopiero po użyciu domowej produkcji balsamu przekonałam się, co znaczy mieć NAPRAWDĘ nawilżoną skórę. Zaniechałam stosowania sklepowych kremów na rzecz olei, masła shea i kemów domowej roboty, a skóra twarzy stała się niewiarygodnie gładka, pozbyłam się również drobnych zmarszczek spowodowanych przesuszeniem skóry. Dobre nawilżenie cery mieszanej, której jestem posiadaczką, ograniczyło produkcję sebum, przez co mniej się świecę.

   Kolejną zmianą, jaką dostrzegłam, jest zanik reakcji alergicznych.Wcześniej miałam problem z opuchniętymi powiekami i nie mam tutaj na myśli lekko podpuchniętych oczu po nieprzespanej nocy, lecz wygląd jak po walce bokserskiej - dwa banany zamiast powiek. Takie alergie zdarzały mi się początkowo kilka razy w ciągu roku, w krytycznym momencie parę razy w miesiącu, do tego stopnia, że wstydziłam się wyjść z domu i rezygnowałam z zajęć na uczelni. Konsultowałam się z lekarzem pierwszego kontaktu i okulistą, za każdym razem dostawałam drogie krople, a problem wracał. Lekarze nie potrafili mi pomóc, jednym z zaleceń, jakie usłyszałam, było ograniczenie picia gazowanych napojów (nie piłam i nie piję ich wcale, bo po prostu nie lubię). Po zmianie kosmetyków do twarzy problem zniknął :-)  Oczywiście nie od razu, ale obecnie nie mam wcale problemu z alergiami. Tuszu i kredki używam od lat tej samej marki, dlatego zmiany upatruję się właśnie w dobrym nawilżeniu cery, a w szczególności okolic oczu. Jeśli już poruszyłam wątek makijażu, to warto wspomnieć, iż drogeryjne "malowidła" zamieniłam na kosmetyki mineralne, z których jestem niesamowicie zadowolona.

   Mam nadzieję, że post ten przybliżył Wam choć trochę, z czego wynika moje zainteresowanie naturalną kosmetyką. Swoje wpisy na blogu zamierzam przeplatać postami z informacjami o naturalnych półproduktach oraz przepisami na to, co można z nich stworzyć, nie tylko w ramach pielęgnacji włosów, ale również całego ciała.
    

niedziela, 23 listopada 2014

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW (V) - Laminowanie żelatyną


Dzisiaj zaliczyłam kolejne podejście do laminowania, tym razem w nieco innej kombinacji. Wraz z upływem czasu zaczynam dochodzić do wniosku, że moje włosy potrzebują coraz więcej protein w pielęgnacji. "Bomba proteinowa" w postaci laminowania, stosowana przeze mnie raz w miesiącu, stała się już rytuałem, lecz moje włosy nie pogardzą również proteinami podawanymi pod postacią maski, czy odżywki zastosowanej kilka razy w ciągu miesiąca. Czasami włosięta same upominają się o dodatkową porcję protein w miesiącu, np. kiedy zaliczam BHD dzień po dniu, wtedy sięgam właśnie po nie.

   Prowadzenie bloga zaczyna przynosić określone skutki, gdyż dzięki regularnemu dokumentowaniu  stanu włosów zaczynam dostrzegać to, czego wcześniej nie zauważałam. Nie zawsze moje wrażenia dotykowe pokrywają się z pożądanym efektem wizualnym. Uwielbiam kiedy moje włosy są w dotyku jak jedwab - miękkie do granic możliwości, jednak zauważyłam, że na zdjęciach prezentują się wtedy przeciętnie. Z kolei włosy po laminowaniu nie powalają miękkością, jednak patrząc na zdjęcia z poprzedniego laminowania stwierdziłam, że wizualnie prezentowały się świetnie. Czy tak było i tym razem?  

   Do zabiegu laminowania przygotowałam się już dzień wcześniej, nakładając na całą noc olej lniany na długość włosów poniżej linii żuchwy. Całkowite przeproteinowanie jeszcze mi się nie zdarzyło, choć odradzam ten zabieg osobom o wysokoporowatych włosach. Kiedy zastosowałam laminownie po raz pierwszy, wtedy końcówki o podwyższonej porowatości były bardzo przesuszone. Obecnie wnioskuję o obniżeniu ich porowatości, gdyż maseczka z żelatyny przynosi włosom tylko same korzyści :-))
  


  
  Przepis na maskę laminującą włosy zawarłam w tym poście http://wlosowapsychologia.blogspot.com/2014/10/niedziela-dla-wosow-oczyszczanie-mocne.html Tym razem dodałam połowę łyżki odżywki Alterry i drugą połówkę Planety Organica. Włosy umyłam Miodowym Mydłem, następnie nałożyłam na nie laminującą maseczkę, trzymałam pod foliowym czepkiem ok. 45 minut, wcześniej podgrzewałam czepek przez kilka minut suszarką. 

   
   W tym miejscu chciałabym Wam przedstawić propozycję oceny stanu włosów przy pomocy punktacji. Stworzyłam w tym celu skalę zawierającą 6 kategorii, za których ocenę można uzyskać maksymalnie 12 punktów. Taki sposób oceniania stanu włosów wypróbowałam w wakacje, kiedy to prowadziłam włosowy dziennik. Przypisywanie punktów za poszczególne kategorie pozwalało mi w szybki i obiektywny sposób ocenić stan włosów po użyciu określonych produktów. Poniżej zamieszczam legendę:



   Według stworzonej przeze mnie skali, dzisiejsze laminowanie oceniam w ten sposób:


O -1 ;  N -2;  R -1 ;  D - 2 ; S - 1 ; W - 2

SUMA = 9/12

   Co sądzicie o takim sposobie opisu stanu włosów? Czy jest dla Was czytelny, czy wolicie ocenę w formie zwykłego opisu? Będę wdzięczna za informację zwrotną od Was :-)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Zdrowe włosy a jednorazowe katusze u fryzjera



   Za główną wadę włosomaniactwa uważam to, iż za jego pośrednictwem łatwo popaść w "włosowe obsesje". Dzięki posiadaniu włosowej wiedzy wiemy nie tylko, co naszym włosom służy, lecz również co im szkodzi, dlatego naturalne jest to, iż staramy się przede wszystkim unikać czynników niszczących włosy. Problem pojawia się wtedy, gdy wpędzamy się w poczucie winy, kiedy np. nie zabezpieczymy końcówek, czy wysuszymy włosy gorącym nawiewem suszarki. Włosy są dla NAS, a nie my dla włosów - staram się trzymać tego motta, bo i mi również zdarza się popadać w włosowe skrajności. 
   Odkąd odstawiłam prostownicę nie poddawałam moich włosów praktycznie żadnej stylizacji, dlatego miałam masę obaw umawiając się latem do fryzjera na uczesanie na specjalną okazję. Marzyło mi się coś pomiędzy falami a lokami, ale obawiałam się, że fryzjerka popali mi włosy lokówką, skończę z sianem na głowie i lata pielęgnacji pójdą na marne. Chęć pokazania się w innej odsłonie przeważyła jednak nad strachem i zaryzykowałam. Włosy zostały zakręcone przy pomocy prostownicy i spryskane toną lakieru. Jak to zniosły? Muszę przyznać, że wyszły ze starcia z fryzjerem bez szwanku. Doszłam do wniosku, że zdrowe włosy, nawet jeśli są cienkie i delikatne, są mniej podatne na uszkodzenia wywołane jednorazową stylizacją, więc nie obawiajcie się, jeśli marzy wam się piękna fryzura na sylwestra, czy studniówkę to nie zastanawiajcie się tylko po prostu ją ZRÓBCIE. Nie po to dbamy o włosy przez okrągły rok, by odmawiać sobie czegoś w ważnych momentach. A jak sprawowała się sama fryzura?


    Zdecydowanie nie polecam rozpuszczonych włosów na wszelkiego rodzaju taneczne okazje. Ja jestem jednak uparciuchem i, mimo iż byłam świadoma, że takie uczesanie = mega kołtun, to zdecydowałam się na rozpuszczone włosy. Rozplątywanie kołtuna zajęło mi równo godzinę i robiłam to wyłącznie przy pomocy palców i oleju kokosowego rozprowadzanego skrupulatnie na każdym paśmie. Po rozczesaniu oczyściłam włosy szamponem z SLS, nałożyłam maskę (bodajże Biovax Naturalne Oleje, gdyż zależało mi, by była to jakaś cięższa maska bogata w emolienty), trzymałam ją pewnie z jakąś dobrą godzinę na włosach pod foliowym czepkiem, który podgrzewałam przez kilka minut suszarką, następnie zmyłam maskę i nałożyłam jakąś lżejszą maseczkę z Biovaxu (nie pamiętam już jaką). Po takim mocnym odżywieniu włosy prezentowały się tak dobrze, jak przed fryzjerskimi katuszami. Z perspektywy czasu nie zauważyłam też widocznego wpływu stylizacji prostownicą na kondycję moich włosów.

niedziela, 16 listopada 2014

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW (IV) - Rosyjskie kosmetyki


    
   Nareszcie NDW odbyła się w niedzielę :-) Dzisiaj w końcu miałam okazję wypróbować rosyjskie kosmetyki zamówione ze strony skarbysyberii.pl. Po przeczytaniu pozytywnej recenzji Martusi z martusiowykuferek.blogspot.com zdecydowałam się na zakup miodowego mydła babci Agafii, dodatkowo zaopatrzyłam się w Balsam do Włosów Przetłuszczających z Organicznym Olejem z Makadamii - "Pielęgnacja i Równowaga" oraz Balsam do Włosów Farbowanych z Olejem Arganowym - "Blask Koloru" z Planeta Organica. Do zakupu odżywek zachęciły mnie ich naturalne składy pozbawione silikonów i zawierające oleje. Mam w planach dokładne ich przetestowanie oraz napisanie recenzji porównującej oba produkty. Bohaterką dzisiejszej pielęgnacji jest odżywka do włosów farbowanych z olejem arganowym.  



   Na całą długość włosów oraz skalp nałożyłam olej kokosowy, po 1,5 godziny zmoczyłam włosy wodą i zemulgowałam olej odżywką Garniera. Następnie umyłam włosy miodowym mydłem i na parę minut nałożyłam na nie odżywkę Planeta Organica.
   Po wysuszeniu prezentowały się całkiem nieźle. Spodziewałam się BHD, gdyż oczyściłam włosy na długości trochę mocniejszym produktem, dodatkowo odżywka "Blask Koloru" jest dość lekka, jednak nic złego się nie stało. Skóra głowy była dobrze oczyszczona, włosy nawilżone i nie straciły przy tym objętości. Końcówki tradycyjnie zabezpieczyłam odrobiną oleju migdałowego i jedwabiu z Marion.

P.S. Zdjęcie włosów trochę przekłamane flashem, niestety nie miałam warunków do zrobienia zdjęcia fryzury w innym oświetleniu. 

sobota, 15 listopada 2014

Odżywka Nivea Long Repair i suchy szampon Batiste - recepta na moje włosowe problemy



 Hej :-)

   Na samym początku chcę zaznaczyć, iż zdecydowałam się zrecenzować oba te produkty w jednym poście, gdyż po JEDNORAZOWYM użyciu tego duetu moje włosy są dokładnie takie, jakie życzyłabym sobie, by zawsze były: sypkie, gładkie, dające się bez problemu rozczesać, odbite u nasady i o wyraźnie ograniczonym przetłuszczaniu. Niestety suchy szampon działa doraźnie i nie rozwiąże problemu nadmiernie przetłuszczającego się skalpu, dlatego lepiej nie przesadzać z częstością jego stosowania, staram się również nie nadużywać odżywki NLR z powodu zawartości silikonów. Po użyciu tych produktów Good Hair Day mam murowany ;) Stosowałam je również oddzielnie w różnych kombinacjach i zawsze świetnie spełniały swoje funkcje.

Nivea Long Repair


Opis producenta: Czy Twoje włosy są łamliwe i mają rozdwajające się końcówki? Odżywka Long Repair z olejkiem babassu:

- wzmacnia włosy już od nasady

- odbudowuje strukturę włosów i ułatwia rozczesywanie
- chroni końcówki włosów

Skład:  Aqua, Stearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Dimethicone, Hydrolyzed Keratin, Orbignya Oleifera Seed Oil, Oryzanol, Silicone Quaternium – 18, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Trideceth - 6, Trideceth- 12, C12-15 Pareth-3, Coco Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Lactic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Linalool , Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Benzyl Alcohol, Parfum.

Zalety:

  • Interesujący skład, w którym znajdziemy, między innymi, silikon łatwo usuwalny przez delikatne szampony, hydrolizowaną keratynę i olej babassu wysoko w składzie
  • Przyjemny zapach (nieco chemiczny, ale lubię czuć go na moich włosach)
  • Duża gęstość, a co za tym idzie zwiększona wydajność produktu
  • Poręczne opakowanie
  • Włosy po jej użyciu są: gładkie, sypkie, świetnie się rozczesują i praktycznie wcale się nie plączą i nie strączkują
  • Cena: ok. 9 zł. za 200ml (przy dużej wydajności odżywki naprawdę opłaca się ją kupić)

Wady: Brak. Nie mam tej odżywce nic do zarzucenia :)

Suchy szampon Batiste
 

Opis producenta: Natychmiast odświeża włosy bez użycia wody, absorbując sebum i zanieczyszczenia oraz sprawiając, że włosy są puszyste, jedwabiście miękkie i uniesione u nasady.

Skład (wersja Blush): Butane, Isobutane, Propane, Oryza Sativa (Rice) Starch, Alcohol Denat, Parfum (Fragrance), Butylephenyl Methylpropional, Linalool, Distearyldimonium Chloride, Cetrimonium Chloride.

 Zalety:

  • Naprawdę działa! Używałam go od razu po wysuszeniu włosów i na włosy przetłuszczone - zdecydowanie skuteczniejsza jest pierwsza opcja. Stosowanie Batiste na świeżo umyte i wysuszone włosy pozwala mi przedłużyć ich świeżość o jeden dzień (co w przypadku włosów wymagających codziennego mycia jest zbawieniem). Przetłuszczone włosięta odświeża, jednak efekt utrzymuje się do kilku godzin i nie jest zbyt spektakularny.
  • Nadaje objętości i unosi włosy u nasady
  • Przyjemne i różnorodne zapachy do wyboru, które długo utrzymują się na włosach (miałam wersje Blush i Tropical i ta druga bardziej przypadła mi do gustu)
  • Łatwo go wyczesać szczotką z włosia

 Wady:

  • Skład. Zdecydowanie ten produkt nie odżywi naszych włosów, wręcz przeciwnie, zawartość Alkoholu Denatu może spowodować podrażnienia skalpu , dlatego należy stosować go z umiarem ( ja używam go raz, góra dwa razy w tygodniu i nic się nie dzieje, z częstszym stosowaniem nie zaryzykuję)
  • Ciężko usunąć go ze szczotki z włosia
  • Matowi włosy
  • Dostępność (można kupić go jedynie w drogeriach Hebe, Douglas, Dayli, Kosmyk i Firlit)

niedziela, 9 listopada 2014

Ekspresowa NDW (III) - Maska Biovax Latte




                                                                              zdjęcie w słońcu
 
   Jak zwykle NDW przeniosłam na sobotę. Włosy umyłam Szamponem Baby Dream, na parę minut nałożyłam odżywkę Alterry Granat i aloes na długości, spłukałam wodą i rozprowadziłam maskę Biovax po skalpie i całych włosach. Maseczkę trzymałam przez ok 30 minut pod foliowym czepkiem (tym razem nie podgrzewałam go suszarką) i spłukałam chłodnym strumieniem wody.
   Efekt bardzo mnie zadowolił, włosy były niesamowicie miękkie, delikatne jak włosy dziecka. Nie mogłam przestać ich dotykać, szczotka z włosia wprost po nich sunęła.




   Very Good hair Day? Niekoniecznie. Tak mocne nawilżenie i wygładzenie włosów zawsze skutkuje u mnie prawie zerową objętością, włosy są bardzo podatne na obciążanie, praktycznie nie da się zabezpieczyć końcówek, gdyż kropla oleju lub silikonwego serum powoduje, ze końcówki są tłuste i zbijają w strączki. Czasami wolę jednak poświęcić objętość dla tak jedwabistych włosów w dotyku :-)
   Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia od razu po wysuszeniu włosów, co więcej byłam już śpiąca i związałam nieco wilgotne włosy w kucyk na czubku głowy, przerzuciłam go przez kant łóżka i tak spałam. Oczywiście włosy się zsuwały i przygniatałam je tułowiem, jednak za każdym razem kiedy się przebudzałam znowu przerzucałam kucyk za łóżko. Końcówek na noc oczywiście też nie zabezpieczyłam, ale cóż, od czasu do czasu mogę pozwolić sobie na jakieś włosowe grzechy ;) Uznałam jednak, że włosy wyglądały na tyle dobrze po nocy, że mogę pokazać pokazać je na zdjęciach bez flesza.